Historia życia zwykłej rodziny, ze zwykłymi - niezwykłymi problemami. Ten blog prawi o tym jak ja radzę sobie ze zwykłym życiem, z Panem M., z dziećmi i ich problemami. Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na blogu chronione są prawami autorskimi.
sobota, 28 lutego 2009
Urlop.
6 marca obchodzę urodziny czyli w najbliższy piątek. Z tego powodu M. postanowił zafundować mi urlop (od dzieci), no sobie też postanowił zafundować urlop. I dziś o 14 jedziemy do Łodzi najpierw ja szaleje na zakupach a on nosi torby (w zębach) :) a potem wybieram jakieś płączliwe romansidło i idziemy oglądać zamierzam wybrać "oszukana", ale czy grają i czy będą bilety zobaczymy :) W każdym razie już ciesze się na te kilka godzin wyrwanych z domu. (Po całym tygodniu, tygodniach spędzonych od 6 do 17 tylko z dziećmi bardzo mi się to przyda).Tym bardziej, że zamierzam wstąpić do OBI i kupić kilka nowych okazów do ogrodu a potem gdy tylko słoneczko wyjdzie grzebać się w ziemi :) Teraz za oknem pada śnieg - WIELKI powrót zimy (chyba nikt jej nie powiedział, że 2 razy do tej samej rzeki się nie wchodzi) A kysz, kysz niedobra.
piątek, 27 lutego 2009
Raczkujemy!

Dopiero co niedawno pisałam, że Wiktor umie pięknie siedzieć i byłam z niego taka dumna, a dziś zaczął RACZKOWAĆ wprawdzie bardzo nieporadnie i po dwóch przesunięciach pada na ziemie, ale zawsze! Jestem taka szczęśliwa :) To prawda, że to na co trzeba czekać dłużej zachwyca o wiele bardziej. Zuzia ciągle chodzi przy meblach, narazie nie fascyjnuje się chodzeniem samodzielnym, ale kto wie może następne osiągnięcie będzie należeć właśnie do niej i będzie do dwunożny chód bez podparcia :) Obecnie wszyscy zdrowi, poza ciągłym, ale wygaszającym się już kaszlem Zuzi. Przy okazji ostatnio odwiedzonego pediatry dostaliśmy skierowanie na badanie moczu ogólne i posiew teraz czekamy na wyniki. W kwietniu mamy wizytę z Wikim u neurologa i chyba właśnie wtedy zaliczymy też chirurga.

Na dworzu przedwiośnie, śnieg topniej, plucha, zimno. Jedyne pocieszenie, że po niej nastąpi wiosna :)

czwartek, 19 lutego 2009
Pączki.

Wczoraj odwiedziliśmy raniutko pediatrę. I tak Zuzia ma kaszel straszny... ale osłuchowo czysto. Wieczorem kasłała tak, że aż się przeraziła a pediatra twierdzi, że to nic. nic? poczekam jeszcze chwilkę może faktycznie to minie. Pozatym znów pojawiłą się wysypka w oklicy pieluszeki i mamy zrobić badanie moczu i posiew (dopiero we wtorek)! Być może to awaria układu moczowego i nawracająca inekcja, pożyjemy zobaczym. Wiktor natomiast u pediatry ok, tylko dostaliśmy zgodę na odwiedzenie chirurga w celu sprowadzenia wędrującego jąderka. Potem pognaliśmy wszyscy razem do Łodzi z bąblem na wizytę do kardiloga. Tu na szczęście wszystko okazało się być w jak najlepszym porządku.

 Za oknem bialutko :) Zero stopni. Ale chęć wciągnięcia pączka okazała się silniejsza :) Ubrałam dzieci opatuliłam kocykami i poszliśmy do naszego sklepu. Przy okazji zaliczyliśmy pierwszy spacer w tym roku. Teraz maluchy śpią, a ja zjadłam pączka na drugie śniadanie. Jak już wstaną też dam im spróbować - a co :)

poniedziałek, 16 lutego 2009
Pierwszy filmik.

 

 

Publikuje pierwszy filmik na blogu. Upamiętniam wiekopomną chwile tak przeze mnie wyczekaną - samodzielne siedzenie Wiktora. Filmik jest sprzed kilku dni dziś Wiki siedzi już bardziej prosto :)

 Dodaje ponadto, że od dziś rusza alternatywny blog Dieta "na bliźniaka". A co za tym idzie od dziś przechodzę na diete . Znaczy odchudzam się ;)

Dla tych którzy nie widzą z niewyjaśnionych przyczyn link: http://www.youtube.com/watch?v=rripLUxbAgc 

piątek, 13 lutego 2009
Ja sam/sama

Odkąd bliźniaki skończyły rok zrobiły się strasznie samodzielne :) Do ich samodzielności należy między innymi ranek, kiedy to budzą sie 6-7-8 rano strasznie głodne. Dla mnie ciągle to nie ludzka pora szczególnie ta 6 rano, więc wstaje robie mleko i zanosze im do łóżeczek z tekstem "róbcie z tym co chceie ja idę spać". I oczywiście wracam do łóżka i zamiast spać nasłuchuje czy piją, czy się nie krztuszą (nigdy się im to nie zdarza) czy już wypiły, co robią z butelką (najczęściej tłuką nią o szczebelki) czy już zasnęły - gdy zasną ja też zasypiam i śpimy tak smacznie aż do 8-9 po czym wstajemy wszyscy strasznie głodni :)

darmowy hosting obrazków 

Kolejne ich samodzielności są już bardziej banalne typu sama/sam zjem chrupka, biszkopta (mama nie próbuj pomagać bo płacz) sama wyjeme zabawke, sama wrzuce piłke żyrafie a u Wiktora ostatnio SAMODZIELNE siedzenie co jest naszym dużym sukcesem. Wprawdzie sam nie usiądzie, ale posadzony świetnie sobie już siedzi i kontroluje upadki tak, że głowa nie rozbija się wciąż o podłągę. Pięknie się samodzielnie bawią, razem też całkiem nieźle.

Tak się zastanawiam kiedy nadejdzie ten dzień gdy już do niczego nie będę im potrzebna tylko do dawania kasy :)

środa, 11 lutego 2009
O sobie.

Mija miesiąc odkąd jestem w domu pozbawiona pracy etatowej. I dopiero teraz mogę powiedzieć, że doszłam do siebie. Patrząc z perspektywy teraźniejszej ten okres 2 miesięcy zatrudnienia był naprawdę wyczerpujący. Z tego miejsca medale i oklaski dla pracujących podwójnych mam i nie tylko tych, ale także dla wszystkich pracujących mam małych dzieci.

 Okres zimowy dobiega końca - bynajmniej nie za oknem, ale w mojej głowie. Powoli kiełkują pomysły na zmiany i dochodzi do czynu ochota np. posprzątania domu jak się należy. Przez ostatni okres nic mi się nie chciało. Najlepiej jak niedźwiedz przespałabym ten cały śnieg. Niestety ludzie tak nie mogą, a dzieci wymagają ode mnie co najmniej funcjonowania przez 14 godzin na dobę. Oczywiście wszystkie obowiązki ograniczałam do niezbędnego minimum. Teraz zaczyna się to zmieniać. Powoli zabrałam się za siebie, dom i mam ochotę za ogród, choć jeszcze pogoda nie pozwala. 

Im więcej zaczynam się przykładać do sprzątanie i robienia czegokolwiek w domu, tym bardziej myślę o zmianie naszeg mieszkania. Przez głowę przechodzą coraz częściej myśli zakupu jakiegoś miłego mieszkanka w bloku. Obecnie koniunktura kredytowa nie sprzyja, za to sprzeja koniunktura niskich cen mieszkań. Poważnie rozważyliśmy z M. kilka kwesti. I kto wie być może w niedalekiej przyszłości się zdecydujemy. Myślimy o przyszłym rok, być może sytuacja gospodarki się na tyle ustabilizuje, a ceny nie wzrosną na tyle mocno by zwalić nas z nóg, że pozwolimy sobie na zakup jakiego 60 metrowego mieszkania. Być może nawet uda się wejść w układ z tomaszowskimi TBS-ami a wtedy to już zupełnie było by nas na to stać.

Do głosu  zaczyna dochodzić też kolejna oklepana kwestia modowa "na bycie szczupłym". Przed ciążą mając 22 lata nie mogłam sobie pozwolić na zbyt dużą ilość jedzenia, zresztą i czasu na to zbyt wiele nie miałam. Za to pamiętam doskonale jak jensy rozmiar 28 zaczynały robić się za małe. Od razu jedzenie zostawało ograniczone do zbędnego minimum a brzuszek z dnia na dzień robił się coraz bardziej płaski. Najczęście pomagał przy tym nowy chłopak, bo w brzuszku zamiast burczenia było ciągłe trzepotanie skrzydłami motyla. Ciągłe imprezowanie też pomagało - na kacu nie chce się jeść. Teraz natomiast jest inaczej. Będąc w leżącej ciązy przez 16 tygodni mając na celu zdrowe wyżywienie 2 dzieci zamieszkujących mój brzuch jadłam zdrowo i sporo, brak ruchu powodował odłożenie tkanki tłuszczowej, która wbre mojemu zaklinani nie znikła po porodzie. Do dziś pamiętam pierwsze poporodowe zakupy i jak zrozumiałam że w moich ulubionych sklepach rozmiarówka kończy się na małej 40, a tu potrzeba było większego rozmiaru. Skutek zamiast schudnąć znalazłam inne ulubione sklepy :) Od roku borykam się z rozmiaraem 42, że też mi to przez gardło-palce przeszło. Jednak zauważam, że z każdym miesiącem przyzwolenie społeczeństwa na mój rozmiar maleje. Ciągle słyszę "dzieci już takie duże wziełabyś się za siebie". "Po roku od urodzenia dzieci zaczyna się chudnąć". Albo typu "no to już ci tak zostanie". Presja społeczeństwia sprawie, że mimo iż mi te kilogramy aż tak nie ciążą to czuje się z nimi źle, brakuje mi pełnej akceptacji, a najgorszy jest fakt, że mój popęd sexualny maleje wraz propocjonalnie z brakiem akceptacji siebie. Postanowiłam, że nie ma się co użalać trzeba zaspokoić oczekiwania innych i swoje i dobić chociaż do tej małej 40, bo przedciążowego 38 obawiam się, że mogę już nigdy nie założyć.

Kolejną sprawą jest, że brakuje mi hobby. Kiedy jeszcze nie byłam podwójną mamą moim hobby była jazda samochodem (teraz boję się jeździć szybciej niż 110km/h żeby nie osierocić bliźniąt), imprezy (kac nie pozwala na zajmowanie się dziećmi szczególnie gdybym go miała co tydzień), muzyka hip-hopowa (która teraz wydaje się być muzyką dla nastolatków i nic mnie w niej już nie zachwyca). Ciągle myślę czym mogłabym się zacząć bawić i ciągle wszystko wydaje się złe. Kto wie może któregoś dnia na coś wpadę. A może ktoś czytający znając mnie coś ciekawego mi podsunie.

niedziela, 08 lutego 2009
NFZ-towska dwójka.

W piątek po zameldowaniu w szpitalu dostaliśmy przydziałową salę. Przydziałowa sala posadało duże łóżko i małe łóżeczko, ale o dziwo pozowolona nam sobie wybrać jedno z nich. O dziwo nie wolno było zająć dwóch. Tak więc M. gniezdził się z Wikim na łóżka a łóżeczko stało puste. Na szczęście w sobotę rano siostra oddziałowa pozwoliła zająć i łóżeczko (chyba nie spodziewali się weekendowego oblężenia). Od tej chwili mieliśmy wypas i pokój o standardzie PRL-owskiego motelu należał do nas. Na szczęście i w tych warunkach Wiki szybko dochodził do siebie.

darmowy hosting obrazków

 

Dziś o 13 wyszliśmy do domu. Badania poranne wyszły przyzwoite, a że mały nie dostawał kroplówki to nie było po co tam siedzieć i czekać aż się coś przyplącze. W tępie błyskawicy udaliśmy się do domu, a w domu Wiki był już najszczęśliwszym dzieckiem świata.

darmowy hosting obrazków

 

I świat wyglądałby już całkiem kolorowo gdyby nie fakt, że Zuzia kaszle jak oszalała i pierwszy raz z oskrzeli. Wizja w głowie już czarna, bo scenariusz się maluje, że jeśli nawet ją wyciągniemy to pewnie i tak Wiki się zarazi, a znim to już kamień milowy do zdrowia. Czasem już mi ręce opadają. Kiedy zaczęłam być posiadaczem dzieci wiedziałam, że nie będzie kolorowo, domyślałam się, że czekają mnie gluty po pas, ale nie przewidywałam, że zapalenie oskrzeli będzie gonić trzydniówkę to znów rotawirusa a to grype. Z jednego "dziadostwa" się człowiek nie wygrzebie a już wpada po uszy w następne. Byle do wiosny, do lata. Byle by nabyć odporności, którą pewnie pierwsza wrześniowa inekcja zburzy... Macierzyństwo.

sobota, 07 lutego 2009
Krótka notka.
Spędziłam dziś z Wiktorkiem 12 godzin w szpitalu od rana do wieczora na nocny dyżur zmienił mnie M. Wiki ma się już lepiej przyjmuje płyny i nie wymiotuje. Ze szpitala chce go ewakułować jutrzejszego wieczora. Zobaczymy czy się uda. Więcej jutro dziś padam.
piątek, 06 lutego 2009
Wiki w szpitalu.
Zuzia pokonała rotawirusa, ja pokonałam rotawirusa, M. pokonał rotawirusa, Wiktor poległ. M. i Wiki są obecnie w szpitalu na oddziale zakaźnym (ponoć ma mu tam być lepiej). Młody o 15 odmówił przyjmowania jakichkolwiek płynów. O 19 byliśmy w szpitalu. A właśnie teraz mały jeszcze nie ma kroplówki bo "pindy" nie potraią się wkłóć - poszła tylko krew z palca na morologie i inne takie. A pokłóta rączka jedna i druga, nóżka jedna i druga nie mają kroplówki bo się wkłóć nie mogą! Ma dopiero przyjś anestezjolog i kłuć. Mały zapłakany zasnął a ja wyszłam został M. pełni dyżur do rana, od rana ja. Taki mi szkoda tego małego ciałka - takie ono słabiutkie. Mam nadzieje, że jak już w końcu będzie ta kroplówa to go wzmocni i szybciutko zacznie jeść a potem do domku. Synku dasz rade musisz być dzielny Zuzia za Tobą tęskni i Twoje zabawki też.
środa, 04 lutego 2009
Gaworzenie pawika o prawie karnym.
Muszę napisać ku pokrzepieniu własnego serca. Wiktor zaczął gaworzyć. Jestem taka dumna, taka szczęśliwa. Myślała, bałam się, że to już nigdy nie nastąpi. Wizja logopedy ciążyła nademną już od jakiegoś czasu, a teraz powoli zaczyna odchodzić, choć jego pomocy nie mogę jeszcze wykluczyć. Narazie da się wyłapać w jego pokrzykiwaniach jakieś amu, ma tradycyjnego ga gu jeszcze nie ma, ale kto wie kiedy się pojawi :) Osłabione napięcie mięśniowe także w buzi, wysokie gotyckie podniebienie i fakt, że mały po urodzeniu nie słyszał przez jakieś dwa miesiące musiało odcisnąć piętno na mówieniu. Na szczęście z opóźnieniem, ale zaczęło się coś w tej sferze dziać. Bravo Wiki. Zuzia za to miała dziś gorszą noc. O 22 duszący suchy kaszel sprowokował wymioty. Potem kolejny raz zwymiotowała o 22 30 po czym wzięłam ją do siebie i średnio co 30 minut wymiotowała, choć nie bardzo miała już czym aż do 3 w nocy. Rano zjadła śniadanie i mały pawik na szczęście od rana już nie wymiotuje, za to lekka biegunka. Najgorsze jest, że nie wiem po czym. Obstawiamy przeziębienie, jakąś jelitówkę albo zawinił wczorajszy banan którego zjadła na podwieczorek. W sobote będę się zmagać z ostatnim egzaminem (prawo karne), po trudach odebrania indeksu (bo oczywiście uniwerek zaksięgował źle moją wpłatę) mam okropnego lenia i nie mogę się zebrać do ostrej nauki. Mam nadzieję, że jakoś popłynę z tym egzaminem ostatecznie pewnie zmobilizuje mnie poprawka do nauki jak zwykle na 5 :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8